Pytają na przykład, kiedy skończy się próba?

Takie pytania w profesjonalnych zespołach są nie do pomyślenia. Wszyscy wiedzą, do której godziny trwa próba, i każdy chce ten czas wykorzystać jak najefektywniej. A nawet jeśli nie chce, to tego nie okazuje. Nie do pomyślenia są też uwagi, z którymi zdarzyło mi się zetknąć w Polsce: "Tak się zmęczyłem, że już więcej nic dzisiaj nie zagram", co usłyszałem od pewnego waltornisty.

Waltornia to jednak trudny i wyczerpujący instrument. W Koncercie f-moll  Chopina waltorniści zwykle robią kiks w krótkim fanfarowym sygnale w III części.

To mity. Nigdy jeszcze nie dyrygowałem tym utworem w Polsce, ale wykonywałem go z orkiestrami zagranicznymi, w Anglii, w Południowej Afryce, w Rosji. I ten waltorniowy sygnał nigdzie nie był problemem. A więc można. Trzeba przyznać, że i w polskich zespołach wiele się zmienia na lepsze. Gra wielu młodych muzyków, którzy już mają doświadczenia z pracy za granicą i znają europejskie zwyczaje. Choć, co do waltornistów i ich wyczerpania, to ubolewam, że prawie nigdy w Polsce nie gra się pierwszego głosu ze zmiennikiem, co jest ogólnie przyjętym światowym standardem - zwykle po prostu nie godzą się na to dyrektorzy. Sam zostałem kiedyś zbesztany przez pewnego starszego kolegę po fachu, który stwierdził, żebym "mu nie rozpuszczał muzyków", kiedy zaproponowałem w wyczerpującym programie zmiennika dla pierwszego waltornisty. Na tym chociażby przykładzie widać, jak wiele nam brakuje do Europy.
(...)

rozmawiał Bronisław Turmiłowicz
cały wywiad ukazał się
w tygodniku Przegląd